Koniec wyłączności przy nabrzeżu

Do tej pory infrastruktura importu skroplonego gazu ziemnego była w Polsce domeną jednego gracza. Terminal regazyfikacyjny w Świnoujściu — jedyny stały lądowy obiekt tego typu — funkcjonował pod pełną kontrolą Orlenu. Podobnie wyglądała sytuacja z pierwszym pływającym terminalem FSRU w Zatoce Gdańskiej. Firmy chcące sprowadzić LNG z Kataru, Stanów Zjednoczonych czy Norwegii musiały negocjować z koncernem albo rezygnować z zakupów. W praktyce oznaczało to, że Orlen dyktował warunki.

Nowe rozdanie zaczęło się, gdy operator systemu przesyłowego Gaz-System ogłosił procedurę Open Season dla drugiego pływającego terminalu FSRU 2. Zasada jest prosta: kto podpisze długoterminowe umowy na rezerwację slotów regazyfikacyjnych, ten zapewnia ekonomiczne uzasadnienie budowy jednostki i dostaje gwarantowany dostęp do infrastruktury. Wyniki tej procedury okazały się przełomowe — cztery podmioty zakontraktowały łącznie 74 procent przepustowości nowej jednostki, jak podaje Energia.rp.pl.

Kto wchodzi na rynek i z czym

Wśród nowych kontrahentów znalazły się trzy spółki, które dotąd nie importowały LNG na własną rękę. Unimot Energia i Gaz — prywatna firma paliwowa — zarezerwował 12 slotów rocznie przez 15 lat (2030–2044), a szacunkowa wartość kontraktów sięga 2,1 miliarda złotych netto. Każdy slot to jedno przyjęcie ładunku gazowca o pojemności około 180 tysięcy metrów sześciennych, co po regazyfikacji daje blisko 1,17 TWh energii.

Enea Trading zagwarantowała sobie 7 slotów rocznie przez 15 lat za około 1,23 miliarda złotych. PGE Polska Grupa Energetyczna zamknęła umowę wartą szacunkowo 2,8 miliarda złotych w tym samym horyzoncie czasowym. Obie państwowe spółki energetyczne chcą w ten sposób zabezpieczyć dostawy paliwa dla planowanych elektrowni gazowych zastępujących wycofywany węgiel. Sam Orlen zarezerwował 12 slotów rocznie, zachowując silną pozycję, ale już nie wyłączną.

Dwa terminale w Gdańsku, jeden w Świnoujściu

Polska infrastruktura importu LNG opiera się dziś na dwóch filarach. Stały terminal w Świnoujściu ma przepustowość około 6,2 miliarda metrów sześciennych gazu rocznie — pionierska inwestycja uruchomiona w 2016 roku jako bezpośrednia odpowiedź na uzależnienie od rosyjskiego gazu. Terminal pozostaje w całości zarezerwowany przez Orlen.

Pierwsza jednostka FSRU w Gdańsku uzupełnia przepustowość systemu. Teraz dołączy do niej FSRU 2: jednostka o docelowej zdolności regazyfikacyjnej 6,1 miliarda metrów sześciennych rocznie. Wedle informacji potwierdzonych przez Gaz-System, jednostka została zwodowana w maju 2026 roku w stoczni HD Hyundai Heavy Industries w Korei Południowej. Przybycie do Zatoki Gdańskiej planowane jest na koniec 2027 roku, a komercyjny start usług — na pierwszy kwartał 2028 roku. Po uruchomieniu łączna przepustowość trzech polskich terminali przekroczy 20 miliardów metrów sześciennych rocznie — tyle, ile wynosi roczne zużycie gazu w Polsce.

Orlen spokojny, bo ma strategię

Nowa konkurencja nie zaskakuje polskiego giganta. Orlen sam uczestniczy w konsorcjum budującym FSRU 2 i konsekwentnie rozbudowuje własną flotę gazowców. W oficjalnych komentarzach spółka podkreśla, że zainteresowanie innych podmiotów traktuje nie jako zagrożenie, lecz jako potwierdzenie potencjału rynku. Minister energii Miłosz Motyka wskazał, że celem strategii jest „znaczące obniżenie cen" poprzez wzrost konkurencji oraz uczynienie z Polski regionalnego hubu gazowego dla Europy Środkowej, jak relacjonuje Energia.rp.pl.

W praktyce jednak Orlen traci coś istotnego: możliwość dyktowania warunków zakupu spółkom energetycznym. PGE i Enea przez lata kupowały gaz głównie od Orlenu, bo nie miały własnego dostępu do infrastruktury importowej. Od 2030 roku będą mogły negocjować bezpośrednio z dostawcami na całym świecie.

Reforma prawa usuwa ostatnie bariery

Za zmianami na rynku stoją nie tylko nowe terminale, ale też reforma regulacyjna. Kluczowa zmiana dotyczy obowiązku utrzymywania strategicznych zapasów gazu, który dotąd spoczywał na importerach i realnie zniechęcał nowych graczy do wejścia na rynek. Zgodnie z planowanymi przepisami, obowiązek ten ma przejąć Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych (RARS), co dostosuje polskie prawo do wymogów Unii Europejskiej i wyrówna szanse dla mniejszych importerów.

Polska jako hub dla Europy Środkowej

Apetyt na gaz z polskich terminali okazał się znacznie większy, niż pierwotnie zakładano. Według Money.pl, badania rynkowe wykazały zainteresowanie ze strony firm ze Słowacji, Czech, Litwy i Ukrainy sięgające łącznie nawet 9 miliardów metrów sześciennych rocznie — czterokrotnie więcej niż wstępne szacunki. Unijny zakaz importu rosyjskiego gazu, wprowadzany etapami w latach 2027–2028, dodatkowo podbija ten popyt.

W 2025 roku aż 72 procent polskiego importu LNG pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Dominacja amerykańskiego surowca czyni Polskę ważnym partnerem w transatlantyckim handlu energią i daje jej kartę przetargową w rozmowach z partnerami z regionu.

Koniec monopolu to nie tylko zmiana układu sił na krajowym podwórku. To sygnał, że Polska przestaje być wyłącznie importerem gazu i zaczyna budować pozycję jego dystrybutora dla całego regionu.