Dane, na które czekali ekonomiści i kredytobiorcy, przyniosły pozytywną niespodziankę. Wzrost cen wyhamował szybciej, niż zakładano.

Niższa, niż oczekiwano

Jak podaje Rzeczpospolita, według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego inflacja konsumencka (CPI) wyniosła w czerwcu 2,5 proc. rok do roku. To wyraźnie mniej, niż przewidywali ekonomiści — średnia prognoz wskazywała na ok. 2,8 proc. Wynik jest też niższy od odczytów z poprzednich miesięcy, co sugeruje, że presja cenowa słabnie.

W środku celu NBP

Odczyt ma szczególne znaczenie, bo trafia dokładnie w cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o 1 punkt procentowy w górę i w dół. Powrót inflacji do celu po okresie podwyższonych odczytów to ważny sygnał — zarówno dla rynków, jak i dla zwykłych konsumentów, których realne dochody mocniej zjadał wcześniejszy wzrost cen.

Co wyhamowało ceny

Jak wskazuje „Rzeczpospolita", do niższego odczytu przyczyniły się m.in. tańsze paliwa — efekt sytuacji na rynku ropy. Niższe koszty paliwa przekładają się też pośrednio na ceny transportu i części towarów. Pełniejszy obraz, z podziałem na poszczególne kategorie, przyniosą dopiero szczegółowe dane GUS; szybki szacunek to wstępny odczyt, który bywa później korygowany. Warto też pamiętać, że od lipca — wraz z wygaśnięciem pakietu CPN — ceny paliw mogą znów wzrosnąć, co może wpłynąć na kolejne odczyty.

Co to znaczy dla stóp procentowych

Niższa inflacja to argument dla zwolenników łagodzenia polityki pieniężnej. Jeśli wzrost cen utrwali się blisko celu, rośnie przestrzeń do dyskusji o obniżkach stóp procentowych, które bezpośrednio przekładają się na koszt kredytów — m.in. hipotecznych. Rada Polityki Pieniężnej zwykle nie reaguje jednak na pojedynczy odczyt; dla trwałej zmiany kursu potrzebny jest dłuższy trend. Czerwcowe dane są zachęcające, ale o kierunku polityki pieniężnej zdecydują kolejne miesiące.