Dla Huberta Hurkacza tegoroczny Wimbledon zakończył się w wyjątkowo bolesnych okolicznościach. Polak, będąc już blisko ćwierćfinału, musiał poddać mecz z powodu kontuzji.
Prowadził 2:0, a jednak przegrał
W meczu czwartej rundy, którego stawką był awans do ćwierćfinału, Hurkacz zmierzył się z Niemcem Janem-Lennardem Struffem, zajmującym 74. miejsce w rankingu ATP. Początek należał do Polaka, który wygrał dwa pierwsze sety 6:3 i 7:6 (7-5), obejmując wyraźne prowadzenie.
Później losy spotkania się odwróciły. Struff wygrał trzeciego seta w tie-breaku 7:6 (2-7), a czwartego 7:5, doprowadzając do decydującej partii. To właśnie w niej problemy zdrowotne Hurkacza dały o sobie znać. Przy stanie 5:5 w czwartym secie Polak korzystał już z przerwy medycznej i na chwilę schodził z kortu, a w piątej partii, przegrywając 2:4, ostatecznie zdecydował się przerwać grę.
Kontuzja przekreśliła plany
Z relacji wynika, że Hurkaczowi doskwierały problemy zdrowotne, które uniemożliwiły mu kontynuowanie rywalizacji na najwyższym poziomie. Skrecz oznaczał, że o awans nie mógł już powalczyć do końca, mimo że przez znaczną część meczu był bliżej zwycięstwa niż rywal.
Awans do ćwierćfinału wywalczył tym samym Jan-Lennard Struff. Gdyby to Hurkacz wygrał, w kolejnej rundzie zmierzyłby się z broniącym tytułu Jannikiem Sinnerem, co zapowiadałoby się na wielkie starcie.
Gorzki bilans
Dla polskiego tenisisty to bardzo gorzkie pożegnanie z londyńską trawą, zwłaszcza że do ćwierćfinału dzieliło go tak niewiele. Kontuzje w tenisie potrafią w jednej chwili przekreślić owoce dobrze rozegranego turnieju, a powrót do pełnej formy wymaga czasu. Teraz najważniejsze będzie ustalenie skali urazu i spokojna rekonwalescencja, tak by Hurkacz mógł wrócić na kort gotowy do dalszej części sezonu.



