Jeszcze niedawno to europejskie marki dyktowały warunki w Chinach. Dziś coraz częściej jest odwrotnie.
Volkswagen i XPeng
Jak opisuje Rzeczpospolita, niemiecki koncern Volkswagen od 2023 roku rozwija współpracę z chińskim producentem aut elektrycznych XPeng. Partnerstwo objęło wspólne opracowywanie modeli elektrycznych, a nawet architektury elektronicznej pojazdów — czyli „mózgu" auta. Jak podaje Electrive, firmy rozbudowują też wspólnie sieć szybkiego ładowania w Chinach. To wyraz strategii „w Chinach, dla Chin", w której europejski producent korzysta z lokalnej, szybko rozwijającej się technologii.
Stellantis stawia na Leapmotor
Koncern Stellantis (m.in. Peugeot, Opel, Jeep, Fiat) poszedł jeszcze dalej. Kupił udziały w chińskim startupie Leapmotor, a przede wszystkim kontroluje większościowy pakiet (51 proc.) wspólnego przedsięwzięcia Leapmotor International, odpowiadającego za sprzedaż chińskich aut tej marki poza Chinami — w tym w Europie. W praktyce europejski gigant pomaga wprowadzać na Stary Kontynent samochody zaprojektowane w Chinach, a część produkcji ma się odbywać w europejskich zakładach Stellantisa. Grupa utrzymuje również wieloletnią współpracę z chińskim Dongfengiem.
Volvo pod skrzydłami Geely
Najdłużej z chińskim kapitałem związane jest Volvo — szwedzka marka należy do koncernu Geely od 2010 roku. Dziś rozważane są kolejne kroki, m.in. lepsze wykorzystanie europejskich fabryk do produkcji aut marek z grupy Geely. To pokazuje, że „chiński smok" nie tylko sprzedaje w Europie, ale i korzysta z jej mocy produkcyjnych.
Dlaczego Europa się otwiera
Za tym zwrotem stoi kilka przyczyn. Chińscy producenci wyprzedzili Europę w technologii baterii, oprogramowania i tempie wdrażania nowych modeli elektrycznych. Europejskie marki tracą udziały na chińskim rynku, a jednocześnie mają w kraju niewykorzystane moce produkcyjne. W tej sytuacji współpraca bywa szybszą drogą do konkurencyjnych aut elektrycznych niż samodzielne nadrabianie zaległości.
Szansa i ryzyko
Sojusze z Chinami mogą pomóc europejskiej motoryzacji utrzymać tempo transformacji ku elektromobilności. Mają jednak drugą stronę: im głębsza zależność od chińskich platform, baterii i oprogramowania, tym mniejsza kontrola Europy nad kluczowymi technologiami przyszłości. „Taniec z chińskim smokiem" to dla Starego Kontynentu zarazem koło ratunkowe i strategiczne wyzwanie — pytanie brzmi, kto w tym tańcu będzie prowadził.



