Dla kupujących mieszkanie to rzadka w ostatnich latach dobra wiadomość: podaż rośnie, a ceny przestają gwałtownie piąć się w górę.
Coraz więcej gotowych lokali
Jak podaje „Rzeczpospolita”, powołując się na analizę BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl, mieszkania gotowe do odbioru stanowią obecnie około 24 proc. oferty deweloperów na siedmiu największych rynkach. Jeszcze trzy lata temu było to 12–14 proc.
W liczbach bezwzględnych (gotowe lokale w ofercie) wygląda to tak:
- Warszawa: ok. 17 tys.
- Kraków: 11,5 tys.
- Łódź: ok. 11,5 tys.
- Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia: 11,2 tys.
- Wrocław: 9,9 tys.
- Trójmiasto: ponad 9 tys.
- Poznań: 7,9 tys.
Ceny wyraźnie wyhamowały
Duża podaż przekłada się na ceny. Według danych przytaczanych przez „Rzeczpospolitą” w ujęciu rok do roku najmocniej rosły ceny w Warszawie (ok. 10 proc.), następnie w Trójmieście i Poznaniu (po ok. 6 proc.) oraz we Wrocławiu (ok. 4 proc.). W Krakowie wzrost wyhamował do zaledwie 2 proc., a w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii ceny spadły o ok. 2 proc.
Skąd ta zmiana
Za wyhamowaniem stoi kilka czynników. „Rzeczpospolita” wskazuje na pogorszenie nastrojów kupujących i deweloperów po zaostrzeniu sytuacji na Bliskim Wschodzie, rosnące koszty kredytu oraz ostrożność deweloperów, którzy ograniczają nowe inwestycje. Efekt: na rynku zebrał się spory zapas mieszkań czekających na nabywców.
Dlaczego to ważne
Dla osób planujących zakup mieszkania to zmiana układu sił — po latach szybkich podwyżek pojawia się przestrzeń do negocjacji, a w części miast ceny wręcz drgnęły w dół. Dla deweloperów duży zapas niesprzedanych lokali to z kolei presja na marże i sygnał, że popyt osłabł. Jak długo potrwa ta korekta, zależy przede wszystkim od kosztu kredytu i powrotu kupujących na rynek.



