Polski rynek aut z drugiej ręki w 2026 roku wygląda jak zaprzeczenie ekonomicznej logiki: ceny są wysokie, portfele cienkie, a komisy i tak pękają w szwach. Dane za maj 2026 pokazują, że średni samochód używany kosztował 50 168 zł, a w niektórych województwach przeciętny pojazd był droższy niż rok wcześniej nawet o kilkanaście tysięcy złotych.

Ceny: wysoki poziom, ale pierwsze rysy

Według barometru AAA Auto cytowanego przez Bankier.pl ceny w ujęciu rok do roku wzrosły — w zależności od regionu od niespełna 15 proc. do ponad 42 proc. Najdrożej jest na Mazowszu (ok. 70 tys. zł), najtaniej na Warmii i Mazurach (ok. 43,5 tys. zł). Drożały też klasyki polskich dróg: VW Golf i VW Passat zyskały po blisko 30 proc. r/r.

Jednocześnie pojawiają się sygnały zadyszki. Serwis SAMAR odnotował, że średnia cena w maju lekko spadła w stosunku do kwietnia, a czas sprzedaży auta wydłużył się z 38 do 39 dni. Jeszcze wyraźniej widać to w danych segmentowych: według analizy AutoCentrum.pl w I kwartale 2026 popularne kompakty (segment C) potaniały o blisko 14 proc., a auta klasy średniej (segment D) o ponad 14 proc. W górę szły za to SUV-y i pick-upy.

Kupują na potęgę — mimo wszystko

Apetyt Polaków na używki nie słabnie. W maju 2026 zmieniło właściciela 269,4 tys. samochodów — niemal tyle samo co miesiąc wcześniej. Najgorętszy jest przedział 20–40 tys. zł, a auta poniżej 20 tys. zł odpowiadały za ponad jedną trzecią obrotu. Najczęściej kupowano Opla Astrę i VW Golfa, a wśród nadwozi dominowały SUV-y. Benzyna wciąż rządzi, wyprzedzając diesla, ale udział hybryd rośnie.

Dlaczego jest drogo

Kluczowy powód to kurczący się import. Maj był ósmym z rzędu miesiącem spadku sprowadzania aut zza granicy — do Polski trafiło 66,6 tys. pojazdów, o ponad 8 proc. mniej r/r. Niemcy wciąż dostarczają ponad połowę używek. Mniejsza podaż z zagranicy to mniejsza presja konkurencyjna na komisy, a więc wyższe ceny. Drugi czynnik to drogie auta nowe, które wypychają kupujących na rynek wtórny.

Co dalej

To już prognozy, a nie twarde dane. Branża spodziewa się, że na rynek wtórny ruszy fala kilkuletnich aut z kończących się umów leasingu i finansowania — w tym używanych elektryków, których ceny już teraz spadają. Gdy ta podaż dotrze do komisów, presja na ceny może stać się odczuwalna. Część handlowców wieszczy wręcz, że w ciągu dwóch lat — także pod naporem tanich aut z Chin — rynek czeka okres większych spadków. To jednak scenariusze ekspertów, nie pewniki. Na razie obraz jest jasny: używane auto to w Polsce towar drogi, a mimo to schodzący jak świeże bułki.