Polski budżet wchodzi w okres, w którym wielkie, wieloletnie zobowiązania inwestycyjne zaczynają się nakładać na siebie — a wszystko to przy strukturalnie wysokim deficycie i pod czujnym okiem Brukseli. Jak zauważa Bankier.pl, nadchodzi kumulacja wydatków, która na lata zdefiniuje stan finansów publicznych.

Budżet 2026: rekordowy deficyt

Ustawa budżetowa na 2026 rok zakłada wydatki rzędu 918,9 mld zł przy dochodach na poziomie 647,2 mld zł. Oznacza to deficyt nie większy niż 271,7 mld zł — jeden z najwyższych w historii. Rząd przedstawia go jako efekt świadomych decyzji inwestycyjnych i nakładów na obronność, które same przekraczają 200 mld zł.

Atom, CPK i kolej — bilion w dekadę

Najpoważniejsze nowe zobowiązania to program jądrowy i wielkie inwestycje infrastrukturalne. Państwo zobowiązało się sfinansować budowę pierwszej elektrowni atomowej na Pomorzu; jak podaje serwis ŚwiatOZE, łączna pomoc publiczna dla spółki Polskie Elektrownie Jądrowe ma wynieść ponad 60 mld zł rozłożone na kilka lat, a sam budżet 2026 przewiduje dokapitalizowanie rzędu 11 mld zł. Do tego dochodzą Centralny Port Komunikacyjny oraz inwestycje kolejowe i drogowe.

W ujęciu dekady — jak wylicza Bankier — same inwestycje w energetykę mają sięgnąć biliona złotych, a w infrastrukturę kolejową, drogową i morską kolejnych kilkuset miliardów. To skala, przy której kolejne transze wydatków będą się na siebie nakładać przez wiele lat z rzędu.

Bruksela patrzy na ręce

Wszystko to dzieje się w cieniu unijnej procedury nadmiernego deficytu. Komisja Europejska objęła nią Polskę w 2024 roku, gdy deficyt sektora finansów publicznych wyraźnie przekroczył unijny próg 3 proc. PKB (PAP). Na 2026 rok KE prognozuje deficyt sektora rządowego na poziomie 6,5 proc. PKB, a dług publiczny rosnący w okolice 66 proc. PKB — coraz bliżej progów ostrożnościowych.

Procedura nakłada na Polskę obowiązek stopniowego ograniczania tempa wzrostu wydatków. Rząd przekonuje przy tym Brukselę, że zwiększone nakłady na obronność i strategiczne inwestycje uzasadniają łagodniejsze traktowanie.

„Jesteśmy na etapie krytycznym"

Ekonomiści nie kryją niepokoju. „Jesteśmy na etapie krytycznym, jeżeli chodzi o stan finansów publicznych. Nie jest jeszcze dramatyczny, ale zbliżamy się do tej granicy" — ocenił w rozmowie z Bankier.pl prof. Ireneusz Dąbrowski, członek Rady Polityki Pieniężnej. Zwraca on uwagę, że kluczowe jest, by zadłużenie finansowało inwestycje, a nie bieżącą konsumpcję — bo to inwestycje mają szansę zwrócić się przyszłym pokoleniom.

Co dalej?

Wyjście z procedury nadmiernego deficytu wymaga ograniczenia deficytu, a jednocześnie rząd chce utrzymać ambitny program inwestycyjny — to napięcie, którego nie da się łatwo rozwiązać. Założenie jest takie, że inwestycje publiczne przyspieszą wzrost gospodarczy i z czasem poprawią wskaźniki fiskalne. Krytycy odpowiadają, że efekty przyjdą za lata, a odsetki od rosnącego długu trzeba płacić już teraz.