W rozmowach o sztucznej inteligencji powoli zmienia się pytanie: nie „czy warto”, lecz „jak to wdrożyć”.

Od kursu do praktyki

Jak relacjonuje cyfrowa.rp.pl, trzecia edycja programu „Umiejętności Jutra AI”, prowadzonego przez Google we współpracy ze Szkołą Główną Handlową, przyciągnęła ponad 65 tys. uczestników, z których 46 tys. ukończyło go z certyfikatem. Łącznie przez trzy edycje przewinęło się ponad 200 tys. zgłoszonych i ponad 90 tys. absolwentów, a wskaźnik ukończenia — ok. 71 proc. — znacząco przewyższa typowe wyniki kursów online.

Sednem przekazu z podsumowującej konferencji było jednak co innego. Jak ujął to Michał Domagała z Google Polska, nie chodzi o samo zdobycie wiedzy, lecz o jej wdrożenie — to dopiero praktyczne zastosowanie nadaje nauce sens.

Konkretne wdrożenia

Najlepiej mówią o tym przykłady przytoczone podczas konferencji. Małgorzata Kant z agencji reklamowej zbudowała asystenta AI, który skrócił przygotowanie oferty przetargowej z trzech dni do niespełna 20 minut — uwalniając czas na kontakt z klientem. Tamara Dziemidowicz w firmie transportowej z Torunia wdrożyła system odczytujący dokumenty przewozowe ze zdjęcia i automatycznie kierujący je do odpowiednich działów. Z kolei Patryk Frąckowiak, pośrednik nieruchomości z Poznania, oparł asystenta na ponad 200 dokumentach klientów, oszczędzając czas i — jak mówił — poprawiając atmosferę w biurze.

Nie technologia, lecz kompetencje

Eksperci podkreślali, że klucz do sukcesu nie leży w gonieniu za najnowszymi, najbardziej zaawansowanymi modelami, lecz w trafnym dopasowaniu narzędzia do realnego problemu. Albert Tomaszewski z SGH zwracał uwagę, że najczęstszą korzyścią zgłaszaną przez uczestników jest odzyskany czas, a po programie zdecydowana większość deklarowała pewność w korzystaniu z narzędzi AI — odwrotnie niż przed szkoleniem, gdy przeważała obawa.

W tym ujęciu bariera nie jest przede wszystkim finansowa. Jak wybrzmiało na konferencji, do skutecznego wdrożenia AI potrzeba raczej wiedzy i kompetencji niż wielkiego kapitału.

Dlaczego to ważne

Dla małych i średnich firm — które odpowiadają za znaczną część polskiej gospodarki — to istotna zmiana perspektywy. Jeżeli największą wartością okazuje się oszczędność czasu na powtarzalnych zadaniach, próg wejścia spada: nie trzeba wielkich budżetów, by usprawnić ofertowanie, obieg dokumentów czy obsługę klienta. Pozostaje pytanie, które dopiero się otwiera — jak robić to odpowiedzialnie, z dbałością o jakość, dane i zgodność z przepisami.