To brzmi jak paradoks, ale ma sens. Jak opisuje Rzeczpospolita Cyfrowa, Google hoduje armię komarów, by powstrzymać groźne choroby. Kluczem jest to, jakie owady i po co są wypuszczane.
Na czym polega projekt Debug
Za pomysłem stoi Google, a program, wcześniej prowadzony przez firmę Verily z grupy Google, nosi nazwę Debug. Naukowcy hodują masowo samce komara gatunku Aedes aegypti i wypuszczają je na wolność.
Sekretem jest bakteria Wolbachia, naturalnie występujący mikroorganizm, którym zakażane są hodowane samce. Gdy taki samiec połączy się w naturze z dziką samicą, z ich jaj nie wykluwa się potomstwo. Z każdym pokoleniem populacja komarów staje się mniejsza. To metoda, która zamiast trucia owadów chemią, wygasza ich rozmnażanie.
Dlaczego to ważne
Komar Aedes aegypti przenosi kilka groźnych chorób. Wśród nich wymienia się dengę, wirusa Zika, chikungunyę, wirusa Zachodniego Nilu oraz malarię. To choroby, które co roku dotykają miliony ludzi na świecie, a część z nich potrafi być śmiertelna.
Ograniczenie populacji tego konkretnego gatunku może więc realnie zmniejszyć liczbę zakażeń. To celowane uderzenie w jednego, groźnego przenosiciela, a nie masowe niszczenie owadów w środowisku.
Rola sztucznej inteligencji
Kluczowe jest to, że wypuszczane są wyłącznie samce, które nie gryzą i nie przenoszą chorób. Oddzielenie ich od samic to ogromne wyzwanie przy milionach owadów. Tu z pomocą przychodzi technologia.
Google wykorzystuje algorytmy sztucznej inteligencji, które na podstawie obrazu analizują ogromne liczby komarów i rozróżniają płeć owadów, wychwytując drobne różnice w budowie. Dzięki temu na wolność trafiają właściwe egzemplarze, a cały proces można prowadzić na dużą skalę.
Od Singapuru do USA
Metodę z powodzeniem testowano już w Singapurze, gdzie zmagania z dengą są poważnym problemem zdrowotnym. Teraz Google chce zastosować ją szerzej.
Firma zwróciła się do amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska o zgodę na wypuszczanie owadów w Kalifornii i na Florydzie, w planie zakładającym około 16 milionów komarów rocznie przez dwa lata. Konsultacje publiczne już się zakończyły, a decyzja ma zapaść w najbliższych miesiącach.
To przykład, jak biotechnologia i sztuczna inteligencja mogą łączyć się w walce z chorobami. Jeśli metoda sprawdzi się na większą skalę, może stać się ważnym narzędziem ochrony zdrowia publicznego tam, gdzie komary są realnym zagrożeniem.



