Zamknięcie fabryki to zawsze cios dla lokalnej społeczności, ale bywa też sygnałem o zmianach w całej branży. Decyzja Nestlé wobec zakładu na Węgrzech mówi sporo o tym, co dzieje się z rynkiem tradycyjnych, sezonowych słodyczy.
Koniec zakładu z długą historią
Jak podaje Rzeczpospolita, Nestlé zamknie fabrykę w Diósgyőr, w północno-wschodniej części Węgier. Zakład ma zakończyć działalność do końca 2026 roku.
Fabryka ma za sobą długą historię. Uruchomiono ją w 1962 roku, a pod kontrolę szwajcarskiego koncernu przeszła w 1991 roku. Przez lata produkowała wydrążane czekoladowe figurki sygnowane markami Smarties, KitKat i Milky Bar, a jej wyroby trafiały do ponad dwudziestu krajów.
Dlaczego akurat te słodycze
Powód zamknięcia jest wymowny: spadek popytu na sezonowe wyroby czekoladowe. Wydrążane figurki to produkt silnie związany z okazjami, przede wszystkim ze świętami. Gdy zainteresowanie takim asortymentem maleje, wyspecjalizowany w nim zakład traci rację bytu.
Dla samego Nestlé znaczenie fabryki było zresztą niewielkie. Jak wskazuje źródło, odpowiadała ona za mniej niż 3 procent przychodów koncernu na Węgrzech i za poniżej 1 procent tamtejszego wolumenu produkcji. Z korporacyjnego punktu widzenia decyzja jest więc łatwa do uzasadnienia, nawet jeśli dla pracowników jest dotkliwa.
Produkcja nie znika, przenosi się
Nestlé nie rezygnuje z tych wyrobów, tylko przenosi ich wytwarzanie. Sezonowe czekoladki mają powstawać w zakładzie kontraktowym w Wielkiej Brytanii. To rozwiązanie pozwala utrzymać produkty na rynku, ale oznacza utratę produkcji na Węgrzech.
Firma deklaruje przy tym wolę ograniczenia skutków dla regionu. Nestlé szuka inwestora, który przejąłby fabrykę w Diósgyőr i kontynuował tam działalność. Powodzenie takiego planu nie jest jednak przesądzone, bo trudno o chętnego na zakład, którego dotychczasowy właściciel zamyka właśnie ze względu na opłacalność.
Szerszy obraz branży
Ta historia dobrze pokazuje napięcia w europejskim sektorze słodyczy. Tradycyjne wyroby, zwłaszcza te sezonowe, mierzą się ze zmianą upodobań konsumentów, rosnącymi kosztami surowców i większą uwagą przykładaną do zdrowego odżywiania. Wielcy producenci reagują na to, przenosząc produkcję tam, gdzie jest bardziej efektywna, i wygaszając mniej rentowne zakłady.
Dla mieszkańców Diósgyőr to jednak nie abstrakcyjny trend, lecz konkretna niepewność co do pracy w regionie, w którym o alternatywne miejsca zatrudnienia może być trudno. Najbliższe miesiące pokażą, czy uda się znaleźć nabywcę, który tę fabrykę utrzyma.



