Tania kolej międzynarodowa to w Polsce wciąż rzadkość. Dlatego bilet z południowo-wschodniego krańca kraju do Niemiec za mniej niż pięćdziesiąt złotych zwraca uwagę, nawet jeśli w zamian trzeba zaakceptować długą podróż.
Co się pojawia w rozkładzie
Jak podaje Rzeczpospolita, czeski przewoźnik Leo Express uruchamia od 31 lipca 2026 roku bezpośrednie połączenie z Przemyśla do Frankfurtu nad Menem. Trasa liczy 1471 kilometrów i wiedzie przez Kraków, Ostrawę, Pragę i Drezno.
Pociąg wyjeżdża z Przemyśla o 12:04 i dociera do Frankfurtu następnego dnia o 7:22, co daje 19 godzin i 18 minut jazdy. W drodze powrotnej skład rusza o 15:03 i przyjeżdża o 11:25 kolejnego dnia, a podróż trwa nieco dłużej, 20 godzin i 22 minuty. Po polskiej stronie pociąg zatrzymuje się na 15 stacjach, wśród nich w Rzeszowie, Krakowie i Oświęcimiu.
Ceny i klasy
O połączeniu zrobiło się głośno głównie ze względu na cenę. Bilet w klasie ekonomicznej kosztuje od 48 złotych. Kto chce więcej komfortu, może wybrać klasę biznes od 120 złotych albo miejsce w wagonie sypialnym od 180 złotych, przy czym w tej najwyższej opcji w cenie jest śniadanie i napoje.
Niezależnie od klasy pasażerowie mają do dyspozycji Wi-Fi, klimatyzację i gniazdka elektryczne, co przy prawie dobowej podróży ma realne znaczenie.
Spór o połączenie
Uruchomienie trasy nie obyło się bez sporu. PKP Intercity kwestionowało wejście czeskiego przewoźnika, powołując się na kwestię równowagi ekonomicznej połączeń. To standardowy mechanizm, który pozwala krajowym operatorom podważać nowe kursy zagranicznej konkurencji.
Sprawę rozstrzygnął jednak Urząd Transportu Kolejowego, który odrzucił zastrzeżenia PKP Intercity i dopuścił Leo Express do pełnej obsługi trasy na terytorium Polski. Dzięki temu połączenie może ruszyć zgodnie z planem.
Dla kogo to oferta
Trzeba uczciwie powiedzieć, że to propozycja dla podróżnych, którym bardziej zależy na cenie niż na czasie. Dziewiętnaście godzin w pociągu to znacznie więcej niż lot czy jazda szybkim połączeniem z przesiadką. Za to bezpośredni przejazd bez konieczności przesiadania się i bilet za kilkadziesiąt złotych mogą być kuszące dla studentów, osób dojeżdżających między krajami czy podróżnych z Podkarpacia, dla których dotarcie na zachód Europy zwykle wymaga kombinowania.
Pojawienie się takiej oferty to też sygnał szerszego trendu: prywatni przewoźnicy coraz śmielej wchodzą na międzynarodowe trasy kolejowe, także tam, gdzie dotąd dominowały spółki państwowe. Dla pasażera oznacza to większy wybór i presję na ceny, a to akurat zmiana korzystna.



