Dane o produkcji energii bywają suche, ale pod liczbami kryje się pytanie, które dotyczy każdego rachunku za prąd i każdej deklaracji o transformacji: czy Polska odchodzi od węgla, czy tylko o tym mówi.

Liczby z półrocza

Jak podaje Rzeczpospolita, w pierwszym półroczu zużycie energii elektrycznej wzrosło o 4,53 procent, do 87,1 terawatogodziny. Produkcja rosła jeszcze szybciej, o 5,53 procent, do 89,08 terawatogodziny. Dane pochodzą z Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

Rosnące zużycie samo w sobie nie jest złą wiadomością. Bywa oznaką rozwoju gospodarki, a częściowo także skutkiem upałów i coraz powszechniejszej klimatyzacji. Problem nie w tym, że prądu zużywamy więcej, lecz z czego ten prąd powstaje.

Węgla nie ubywa, przybywa

I tu pojawia się najważniejsza liczba. Węgiel kamienny odpowiadał za 42,6 procent produkcji, a jego wytwarzanie wzrosło o 2,5 procent rok do roku. Węgiel brunatny to 19,1 procent, ze spadkiem o jeden procent. Razem oba rodzaje węgla dają ponad 60 procent energii.

Kierunek jest więc mieszany, a w jednym punkcie wręcz odwrotny do oczekiwań. Transformacja zakłada odchodzenie od węgla, tymczasem produkcja z węgla kamiennego nie spadła, lecz wzrosła. Wyjaśnienie jest proste: gdy zapotrzebowanie rośnie szybciej, niż przybywa mocy z odnawialnych źródeł, różnicę pokrywa się tym, co jest pod ręką, czyli węglem.

Słońce w górę, wiatr w dół

Wśród źródeł odnawialnych obraz też nie jest jednolity. Fotowoltaika urosła do 13,8 procent, o 1,6 punktu więcej niż rok wcześniej. Energetyka wiatrowa spadła jednak do 11,8 procent, o 2,8 punktu.

To zestawienie warto skomentować. Sukces fotowoltaiki jest realny, ale częściowo pozorny jako miara transformacji, bo słońce świeci w dzień i latem, czyli akurat wtedy, gdy przez klimatyzację rośnie zapotrzebowanie. Spadek udziału wiatru pokazuje z kolei, że rozwój jednego źródła odnawialnego nie gwarantuje wzrostu ich sumy. Gaz utrzymał 11 procent, a elektrownie wodne około 1,5 procent.

Co z tego wynika

Sedno jest takie: paliwa kopalne, węgiel razem z gazem, wciąż odpowiadają za znakomitą większość polskiej energii. Rosnące zużycie sprawia, że nawet dynamiczny przyrost fotowoltaiki nie wystarcza, by zmniejszyć rolę węgla, bo jest natychmiast wchłaniany przez większy popyt.

Dla transformacji to niewygodny wniosek. Nie wystarczy budować odnawialne źródła, jeśli jednocześnie rośnie apetyt na prąd. Bez pracy nad efektywnością i wzorcami zużycia sam przyrost mocy zielonych goni uciekający cel.

Jedna dobra wiadomość

Warto odnotować rzecz pozytywną, którą łatwo przeoczyć. Polska nie tylko pokryła własne, rosnące zapotrzebowanie, ale też wyeksportowała nadwyżkę: saldo wyniosło 1,9 terawatogodziny, wobec 1,1 rok wcześniej.

To znaczy, że system wytwórczy działa z zapasem, a Polska z importera netto w niektórych okresach staje się eksporterem. Dla bezpieczeństwa energetycznego to informacja korzystna. Nie zmienia jednak głównego wniosku: prąd, którym handlujemy i który zużywamy w kraju, wciąż w większości pochodzi ze spalania węgla, a odejście od niego idzie wolniej, niż rośnie zapotrzebowanie.