Wewnętrzny spór w PiS znów wyszedł na jaw, tym razem z konkretną karą. Jak podaje Rzeczpospolita, Jarosław Kaczyński ukarał posła PiS zawieszeniem po sporze o referendum w Częstochowie.
Kto i za co
Ukaranym jest poseł Szymon Giżyński. Został zawieszony w prawach członka PiS do czasu zakończenia postępowania prowadzonego przez partyjnego rzecznika dyscyplinarnego, więc bez z góry określonego terminu.
Powodem były jego publiczne wypowiedzi. Giżyński krytycznie i z ironią odniósł się do zaangażowania częstochowskich struktur partii w lokalne referendum, uznając ten ruch za polityczny błąd.
O jakie referendum chodzi
Spór dotyczy referendum w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka, związanego z Lewicą, oraz całej rady miasta. Prezydent mierzy się z zarzutami korupcyjnymi postawionymi przez prokuraturę.
Częstochowskie struktury PiS włączyły się w to przedsięwzięcie. Jak podano, poparcie dla referendum ogłosili 6 lipca szefowa okręgu Lidia Burzyńska oraz poseł Andrzej Gawron. Inicjatorzy referendum muszą zebrać 15 900 podpisów w terminie do 17 sierpnia.
Sedno zarzutu Giżyńskiego
Poseł nie kwestionował samych zarzutów wobec prezydenta, lecz strategię partii. W swoim oświadczeniu ironicznie podziękował Burzyńskiej i Gawronowi za poparcie referendum, sugerując, że w praktyce służy ono interesom Platformy Obywatelskiej, a nie PiS.
Logika tej krytyki jest czytelna: gdyby referendum się powiodło i prezydent stracił stanowisko, to w kolejnych wyborach o władzę w mieście łatwiej mogłaby powalczyć konkurencja. Dla Giżyńskiego to ryzyko przewyższało potencjalne korzyści.
Sygnał napięć
Kara dla posła jest czymś więcej niż lokalnym epizodem. To kolejny w krótkim czasie przykład tego, że w PiS narastają wewnętrzne tarcia, a kierownictwo reaguje twardo na publiczne wyłamywanie się z linii partii.
Dla ugrupowania, które opiera się na silnej dyscyplinie wokół lidera, takie spory mają swoją cenę. Każdy głośny konflikt przenosi uwagę z rywalizacji z obozem rządzącym na wewnętrzne rozgrywki, a to w polityce rzadko się opłaca. Sprawa Giżyńskiego pokazuje, że linia między krytyką a złamaniem partyjnej lojalności bywa w PiS cienka.



