Napięcie na Bliskim Wschodzie znów rośnie. Jak podaje TVN24, Stany Zjednoczone przeprowadziły kolejną serię ataków na cele w Iranie.
Siódma noc uderzeń
Najnowsze naloty rozpoczęły się w piątek 17 lipca po południu czasu amerykańskiego, czyli wieczorem w Polsce. To już, jak wynika z doniesień, siódma noc z rzędu takich uderzeń, co pokazuje, że nie jest to pojedyncza akcja, lecz przeciągająca się kampania.
Według relacji celem tej fali były przede wszystkim mosty. Amerykańskie wojsko zaatakować miało pięć mostów w południowym Iranie. Bliższych szczegółów, w tym nazw konkretnych obiektów czy użytych środków, na tym etapie nie podano.
Po co te ataki
Waszyngton uzasadnia działania chęcią dalszego osłabiania zdolności wojskowych Iranu. W tle są napięcia wokół cieśniny Ormuz, strategicznego szlaku morskiego, którym płynie znaczna część światowego eksportu ropy, oraz żądania dotyczące irańskiego programu nuklearnego.
Równolegle z nalotami Amerykanie zaostrzają presję na morzu. Jak podaje TVN24, w ramach działań blokadowych zawrócono cztery statki handlowe, jedną jednostkę unieruchomiono, a na pokład kolejnej wprowadzono ekipę abordażową. To pokazuje, że USA starają się kontrolować ruch w rejonie cieśniny.
Iran grozi eskalacją
Teheran nie pozostaje bierny. Jak podaje TVN24, jeden z czołowych irańskich polityków, Mohsen Rezaei, ostrzegł, że jeśli ataki potrwają jeszcze dwa, trzy dni, Iran przejdzie do pełnoskalowej ofensywy. To sygnał, że konflikt może wejść w znacznie groźniejszą fazę.
Na razie trudno przewidzieć dalszy scenariusz. Przedłużające się naloty i morska blokada z jednej strony oraz zapowiedzi odwetu z drugiej tworzą sytuację, w której o niekontrolowaną eskalację nietrudno. Wiele zależy od tego, czy którakolwiek ze stron zdecyduje się na deeskalację w najbliższych dniach.



