Czy ktoś może „wyglądać na Annę" albo „mieć twarz Piotra"? Jak opisuje Rzeczpospolita, izraelscy naukowcy sprawdzili, czy za taką intuicją kryje się coś więcej.
Jak wyglądało badanie
Badanie przeprowadzili izraelscy naukowcy, wśród nich Ruth Mayo z Uniwersytetu Hebrajskiego, a jego wyniki opublikowano w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Proceedings of the National Academy of Sciences".
Jak podaje Rzeczpospolita, badacze zastosowali dwa podejścia. Poprosili ludzi o dopasowywanie twarzy do imion, a dodatkowo wykorzystali algorytmy uczenia maszynowego do oceny podobieństwa między osobami o tych samych imionach.
Dorośli tak, dzieci nie
Wyniki okazały się zaskakujące. Jak podaje Rzeczpospolita, w przypadku dorosłych uczestnicy dopasowywali twarze do imion z trafnością wyższą niż przy losowym zgadywaniu.
Zupełnie inaczej było z dziećmi. U najmłodszych efekt ten nie występował, co jest kluczową wskazówką. Sugeruje bowiem, że ewentualne podobieństwo między twarzą a imieniem nie jest czymś wrodzonym, lecz pojawia się dopiero z czasem.
To nie magia, lecz oczekiwania
Naukowcy nie twierdzą, że imię magicznie kształtuje kości twarzy. Jak podaje Rzeczpospolita, zdaniem Ruth Mayo ludzie mogą z czasem zmieniać swój wygląd, aby dopasować się do kulturowych oczekiwań związanych z ich imieniem.
Chodzi więc o mechanizm zbliżony do samospełniającej się przepowiedni. Z określonym imieniem wiążą się w danej kulturze pewne skojarzenia i stereotypy, a człowiek przez lata, często nieświadomie, może je przyswajać, na przykład poprzez mimikę, sposób bycia czy dbanie o wygląd.
Co z tego wynika
Badanie to ciekawy przyczynek do dyskusji o sile stereotypów. Pokazuje, że oczekiwania otoczenia mogą wpływać na nas głębiej, niż się wydaje, sięgając nawet wyrazu twarzy.
Jednocześnie warto zachować dystans. To, jak wyglądamy, zależy przede wszystkim od genów, wieku i stylu życia, a imię jest co najwyżej jednym z wielu, i to subtelnych, czynników. Odkrycie jest fascynujące, ale nie znaczy, że imię przesądza o naszym wyglądzie.



