Dobre pomysły architektoniczne często rodzą się z ograniczeń, a nie z rozmachu. Projekt polskiego architekta, który trafił do finału jednego z najważniejszych światowych konkursów, jest tego dobrym przykładem.
Kto i co
Autorem jest Edward Szewczyk, absolwent Uniwersytetu Śląskiego, który od 2004 roku prowadzi w Australii pracownię Edward Szewczyk Architects and Associates. Jego projekt „Reaching the Sun" znalazł się w finale World Architecture Festival, o czym pisze Rzeczpospolita.
Projekt konkuruje w kategorii ukończonych domów i willi. To przebudowa domu z lat sześćdziesiątych, położonego na skarpie w St Ives pod Sydney, z widokiem na Park Narodowy Ku-ring-gai.
Problem, który rozwiązano
Dom miał świetną lokalizację i jeden zasadniczy defekt: za mało światła dziennego. To częsty paradoks starszych budynków, które stoją w spektakularnym otoczeniu, ale zostały zaprojektowane tak, że tego otoczenia nie wykorzystują.
Rozwiązaniem stała się dobudówka o powierzchni trzydziestu pięciu metrów kwadratowych, w całości przeszklona, otwierająca wnętrze na park. Do tego wbudowane regały na książki, kuchnia z elementami ze stali nierdzewnej i balustrady ze stali odpornej na ogień, dobrane pod kątem ryzyka pożarowego, które w australijskim buszu jest realnym czynnikiem projektowym.
Dlaczego to warto odnotować
Można zapytać, co Polsce do domu pod Sydney zaprojektowanego dla australijskiego klienta. Odpowiedź jest prosta: architektura od dawna jest zawodem bez granic, a polscy projektanci działający za granicą to część tej samej opowieści co polscy naukowcy czy inżynierowie w międzynarodowych zespołach.
Finał World Architecture Festival to nie lokalny konkurs, lecz jedno z głównych świątecznych wydarzeń branży, na które trafiają projekty z całego świata. Znalezienie się w tym gronie jest zawodowym potwierdzeniem, niezależnie od tego, gdzie stoi sam budynek.
Ostrożność wobec zachwytu
Warto jednak zachować proporcję. Finał to nie to samo co nagroda, a kategoria ukończonych domów jednorodzinnych jest jedną z wielu. Konkurs premiuje rozwiązania efektowne wizualnie, co nie zawsze pokrywa się z tym, co najważniejsze w architekturze mieszkaniowej: trwałością, kosztem utrzymania i tym, jak się w danym domu żyje przez lata.
To nie zarzut wobec tego konkretnego projektu, którego od tej strony nie oceniamy, lecz przypomnienie, że nominacje w takich zestawieniach mówią o docenieniu przez jury, a nie o obiektywnie najlepszym budynku świata.
Kiedy rozstrzygnięcie
Zwycięzców poznamy podczas finału, który odbędzie się od 18 do 20 listopada w Broward County Convention Center w Fort Lauderdale na Florydzie.
Niezależnie od wyniku sam awans do finału jest już informacją. Pokazuje, że polska myśl architektoniczna, także ta rozwijana z dala od kraju, potrafi zaistnieć w międzynarodowej pierwszej lidze. A historia domu, który zaczął się od problemu z brakiem światła, jest przy okazji przypomnieniem, że dobra architektura to najczęściej rozwiązany problem, a nie tylko efektowny gest.



