Mistrzostwa świata 2026 mają swoją wielką sensację. Norwegia pokonała Brazylię 2:1 w 1/8 finału i wyeliminowała pięciokrotnych mistrzów świata z turnieju.

Haaland bohaterem końcówki

Przez większość meczu, rozegranego na stadionie pod Nowym Jorkiem, utrzymywał się remis. Rozstrzygnięcie przyniosła dopiero końcówka, a jego autorem był Erling Haaland. Napastnik reprezentacji Norwegii najpierw dał swojej drużynie prowadzenie, a w 90. minucie podwyższył na 2:0, przesądzając o losach spotkania.

Brazylia zdołała jedynie odpowiedzieć golem z rzutu karnego, który wykorzystał Neymar. To była jednak tylko korekta rozmiarów porażki. Dla „Canarinhos" oznaczała ona najwcześniejsze pożegnanie z mistrzostwami świata od 1990 roku, co dla piłkarskiej potęgi jest ogromnym rozczarowaniem.

Historyczny awans Norwegii

Dla Norwegii to moment bez precedensu. Reprezentacja tego kraju po raz pierwszy w historii awansowała do ćwierćfinału mistrzostw świata. Zespół, który przez lata musiał zadowalać się walką o kwalifikacje, dzięki formie swojej gwiazdy melduje się w gronie ośmiu najlepszych drużyn globu.

Sam Haaland dołożył do swojego dorobku dwie kolejne bramki i z siedmioma trafieniami dzieli prowadzenie w klasyfikacji strzelców turnieju z Lionelem Messim. To pokazuje, że gwiazdor znany z gry w klubie z Manchesteru potrafi ciągnąć reprezentację na własnych barkach.

Noc szaleństwa w Oslo

Skala emocji przełożyła się na ulice norweskiej stolicy. Mimo że mecz kończył się głęboko w nocy czasu lokalnego, tłumy kibiców wyległy na ulice Oslo, by wspólnie świętować historyczny sukces. Sceny z norweskiej stolicy obiegły świat, pokazując, jak wiele dla niewielkiego futbolowo kraju znaczy to zwycięstwo.

Co dalej

Przed Norwegią kolejne wielkie wyzwanie. W ćwierćfinale, zaplanowanym na 11 lipca w Miami, reprezentacja zmierzy się ze zwycięzcą meczu Meksyk – Anglia. Niezależnie od tego, kto okaże się rywalem, Norwegowie pojadą tam w roli drużyny, która już zdążyła napisać historię, a w składzie mają napastnika w życiowej formie. Po takim zwycięstwie nikt nie będzie ich lekceważył.