Noc z niedzieli na poniedziałek była pod Moskwą jedną z bardziej niespokojnych od początku wojny. Relacje o skali ataku pochodzą przede wszystkim od strony rosyjskiej, co przy tym konflikcie zawsze wymaga zaznaczenia.

Liczby podane przez mera stolicy

Mer Moskwy Siergiej Sobianin poinformował o ponad czterystu dronach, które pojawiły się nad obwodem moskiewskim. Według jego komunikatu osiemdziesiąt pięć maszyn zestrzelono na podejściach do samej Moskwy. Przebieg nocy relacjonuje Rzeczpospolita.

Warto zauważyć, co z tych dwóch liczb wynika. Jeśli przyjąć je za dobrą monetę, to nawet według rosyjskiego przekazu znacząca część maszyn nie została strącona na podejściu do stolicy. To istotne, bo obrona przestrzeni powietrznej nad Moskwą jest w rosyjskiej narracji przedstawiana jako szczelna.

Co się pali

Ogień objął skład paliw w Podolsku, mieście oddalonym o około czterdzieści kilometrów od centrum Moskwy. W tym samym mieście trafiony został kompleks dystrybucyjno-magazynowy Wildberries, największej rosyjskiej platformy handlu internetowego, będącej jednym z kluczowych węzłów logistycznych w kraju.

Trzeci pożar wybuchł w magazynie na terenie strefy przemysłowej w Domodiedowie. Doniesienia o eksplozjach w tych lokalizacjach pochodzą w dużej mierze z relacji mieszkańców publikowanych w serwisie Telegram, więc należy je traktować jako materiał niepotwierdzony niezależnie.

Krym i most

Skutki nocy wykroczyły poza obwód moskiewski. Wstrzymano ruch samochodowy na Moście Krymskim, a o eksplozjach informowano także z Jałty na okupowanym Krymie.

Wstrzymanie ruchu na przeprawie łączącej Krym z Rosją to procedura stosowana przy zagrożeniu i sama w sobie nie oznacza uszkodzenia obiektu. Jest jednak wskaźnikiem tego, jak szeroko rozłożony był alarm tej nocy.

Czego nie wiemy

Rzetelność wymaga wyliczenia luk, a te są w tej relacji istotne. Nie ma potwierdzonych informacji o ofiarach ataku w obwodzie moskiewskim. Nie ma niezależnego potwierdzenia liczby zestrzelonych dronów, bo pochodzi ona wyłącznie od strony atakowanej. Nie ma też rozmiaru zniszczeń w składzie paliw ani informacji, jak długo potrwa jego wyłączenie z użytku.

To nie jest luka w relacji, tylko charakterystyka wojny, w której obie strony traktują informację jako narzędzie. Rosja zaniża skutki uderzeń na własnym terytorium, Ukraina ma interes w podkreślaniu ich skali. Weryfikowalne pozostaje na ogół to, co widać: pożary, zamknięte drogi i wstrzymane loty.

Po co uderzać w paliwo

Składy paliw i węzły logistyczne są celem konsekwentnie wybieranym przez stronę ukraińską od miesięcy i jest w tym określona logika. Rosyjska armia potrzebuje paliwa dostarczanego koleją i transportem drogowym, a rafinerie oraz magazyny to obiekty duże, nieruchome i łatwopalne.

Uderzenie w kompleks Wildberries to kategoria osobna i bardziej dyskusyjna. To infrastruktura handlu detalicznego, formalnie cywilna, choć w Rosji trudno o granicę między łańcuchem dostaw cywilnym a wojskowym. Ten wątek pozostanie przedmiotem sporu prawnego niezależnie od militarnego rachunku obu stron.