Łączność satelitarna przestała być tematem dla pasjonatów kosmosu, a stała się kwestią bezpieczeństwa państwa. Pokazała to wojna w Ukrainie, gdzie o dostępie do sieci decydował właściciel prywatnego systemu. Właśnie na to odpowiada projekt IRIS2, do którego dołącza Polska.

Czym jest IRIS2

Jak podaje Bankier.pl, IRIS2 to unijny program budowy konstelacji około 300 satelitów na niskich i średnich orbitach. Ma zapewnić bezpieczną, odporną na zakłócenia łączność dla administracji, wojska, biznesu i obywateli państw Unii.

Nazwa to skrót od angielskiego określenia infrastruktury na rzecz odporności, wzajemnych połączeń i bezpieczeństwa satelitarnego. W praktyce chodzi o europejski odpowiednik komercyjnych megakonstelacji, ale w rękach publicznych.

Dlaczego Europa buduje to sama

Tu tkwi sedno. Największa istniejąca konstelacja tego typu, Starlink, należy do prywatnej firmy Elona Muska. Europa uznała, że dla łączności o znaczeniu krytycznym, zwłaszcza dla wojska i administracji, poleganie na systemie kontrolowanym spoza jej granic i przez pojedynczego właściciela jest ryzykiem nie do przyjęcia.

Doświadczenie ukraińskie było tu lekcją bezpośrednią. Dostęp do prywatnej sieci satelitarnej bywał uzależniony od decyzji jej właściciela, a to w warunkach wojny oznacza oddanie części własnej zdolności obronnej w cudze ręce. Własna konstelacja to uniezależnienie się od takiej zależności.

Rola i wkład Polski

Polska ma być jednym z sześciu głównych uczestników projektu. Jej wkład to blisko 600 milionów euro ze środków Krajowego Planu Odbudowy, co odpowiada około dziesięciu procentom wartości całej konstelacji.

Tu potrzebna jest precyzja, bo łatwo o pomyłkę. Owe 600 milionów euro to wkład Polski, a nie koszt całego przedsięwzięcia; skoro stanowi około dziesięciu procent, łączna wartość projektu jest rzędu kilku miliardów euro. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński podkreślił, że Polska będzie jednym z sześciu głównych graczy konstelacji. Unijny komisarz do spraw obrony i przestrzeni kosmicznej Andrius Kubilius mówił z kolei o polskim przywództwie i o znaczeniu porozumienia dla wschodniej flanki NATO.

Co to daje w praktyce

Dla obywatela korzyść jest pośrednia, ale realna. Bezpieczna łączność satelitarna to sprawność państwa w sytuacjach kryzysowych: przy klęskach żywiołowych, cyberatakach czy zagrożeniu hybrydowym, gdy naziemna infrastruktura może zawieść.

Warto jednak zachować proporcje w ocenie. To projekt na lata, a materiał źródłowy nie podaje ani harmonogramu wystrzeliwania satelitów, ani dokładnej daty osiągnięcia pełnej sprawności. Nie wymienia też konkretnych polskich firm, które będą realizować wkład techniczny. To istotne luki i lepiej je zaznaczyć, niż wypełniać domysłem.

Dlaczego to ważne dla Polski

Jest w tym wymiar szczególnie polski. Kraj graniczący z obszarem realnego napięcia geopolitycznego ma bezpośredni interes w tym, by kluczowa infrastruktura łączności nie zależała od decyzji zapadających poza Europą.

Udział w IRIS2 to nie tylko wydatek, ale i miejsce przy stole, gdzie zapadają decyzje o europejskiej autonomii technologicznej. Dla państwa, które od lat zabiega o poważne traktowanie swoich obaw o bezpieczeństwo, bycie jednym z sześciu głównych uczestników takiego projektu ma wartość wykraczającą poza sam sprzęt na orbicie.

Co dalej

Prawdziwym testem będzie realizacja: czy satelity trafią na orbitę zgodnie z planem, czy budżet się utrzyma i czy polskie firmy faktycznie dostaną w projekcie rolę techniczną, a nie tylko finansową. To pytania na kolejne lata.

Na dziś jest to deklaracja i konkretna kwota. W dziedzinie, w której Europa długo była zależna od rozwiązań amerykańskich, sama decyzja o budowie własnej konstelacji i o polskim w niej udziale jest informacją wartą odnotowania.