Dziennik elektroniczny stał się w polskich szkołach standardem, ale standardem płatnym, a rachunek trafia najczęściej do rodziców. Państwo chce to zmienić, oferując własny, darmowy system.

Co planuje ministerstwo

Jak podaje Rzeczpospolita, Ministerstwo Edukacji Narodowej wprowadza państwowy dziennik elektroniczny. Pilotaż ruszy w roku szkolnym 2026/2027, a udział w nim będzie dobrowolny: szkoła sama zdecyduje, czy przystąpi.

System ma umożliwiać prowadzenie dzienników lekcyjnych oraz dokumentowanie działań dydaktycznych, opiekuńczych i wychowawczych. Rodzice i uczniowie zyskają do niego dostęp przez aplikacje mObywatel i mObywatel Junior, a całość ma być zintegrowana z Systemem Informacji Oświatowej i działać bezpłatnie oraz bez reklam.

Dwa problemy, które ma rozwiązać

Materiał źródłowy wskazuje dwie bolączki obecnego rynku. Pierwsza to komercjalizacja: dostęp do dziennika bywa płatny, a koszt ponoszą rodzice. Druga to bezpieczeństwo danych, w tym incydenty z nieuprawnionym dostępem do informacji o uczniach.

Obie wynikają z tej samej przyczyny: rynek jest w pełni komercyjny, z wyraźną dominacją dwóch podmiotów. Gdy dane o dzieciach przechodzą przez prywatne systemy nastawione na zysk, zarówno cena, jak i standard ochrony zależą od decyzji tych firm.

Dlaczego mObywatel ma tu sens

Oparcie dostępu na mObywatelu jest rozwiązaniem przemyślanym. To aplikacja, którą wielu rodziców już ma i której ufa, bo trzymają w niej dokumenty tożsamości. Dołożenie do niej dziennika oznacza jeden mniej login i jedno mniej konto w prywatnym serwisie.

Integracja z Systemem Informacji Oświatowej to z kolei sygnał, że państwo chce mieć spójne dane o edukacji w jednym miejscu, zamiast wyciągać je z rozproszonych systemów komercyjnych. To argument administracyjny, ale przekłada się na praktyczne kwestie, od statystyk po planowanie.

Czego jeszcze nie wiadomo

Uczciwie trzeba zaznaczyć luki. Materiał źródłowy nie podaje, ile szkół obejmie pilotaż, nie wymienia z nazwy dwóch dominujących dziś dostawców ani nie precyzuje daty pełnego, ogólnokrajowego wdrożenia. Wiadomo, że docelowo system ma pozostać dobrowolny, a nie obowiązkowy.

Ta dobrowolność jest kluczowa dla oceny całości. Bezpłatny system państwowy nie wyprze komercyjnych z dnia na dzień, bo szkoły przyzwyczajone do konkretnego rozwiązania nie muszą się przenosić. Realny zasięg zależy więc od tego, czy państwowy dziennik będzie po prostu lepszy w codziennym użyciu, a nie tylko tańszy.

Gdzie jest ryzyko

Warto zachować ostrożność wobec entuzjazmu. Państwowe systemy informatyczne dla szkół mają w Polsce historię wdrożeń trudnych i opóźnionych. Sukces zależy nie od założeń, lecz od jakości wykonania: szybkości działania, niezawodności w szczycie ocen na koniec semestru i wygody dla nauczyciela, który spędza w dzienniku codziennie sporo czasu.

Jeśli państwowy eDziennik będzie działał sprawnie, korzyść dla rodzin jest oczywista: koniec z opłatami za coś, co jest w praktyce obowiązkowym kanałem komunikacji ze szkołą. Jeśli będzie działał źle, szkoły zostaną przy tym, co znają, i cała operacja skończy się na pilotażu. Rozstrzygnie to nie deklaracja, lecz pierwszy rok pracy systemu.