Orzeczenie lekarza ZUS decyduje o rencie, o świadczeniu rehabilitacyjnym i o tym, czy ktoś zostanie uznany za niezdolnego do pracy. Żeby ktokolwiek je wydał, ZUS musi mieć lekarzy. Z tym od lat jest problem, a nowe rozporządzenie jest próbą rozwiązania go pieniędzmi.
Ile konkretnie
Od 16 lipca obowiązują nowe widełki, opisane przez Bankier.pl. Lekarz orzecznik zarobi od 14 200 do 20 000 złotych brutto. Pielęgniarki i pielęgniarze od 10 700 do 14 200 złotych. Fizjoterapeuci od 11 600 do 15 600 złotych.
Na stanowiskach kierowniczych stawki są wyższe: naczelny lekarz Zakładu od 17 800 do 26 700 złotych, jego zastępca oraz główny lekarz orzecznik od 16 500 do 24 000 złotych.
Mechanizm ważniejszy niż kwoty
Najistotniejszy element tej zmiany nie jest właściwie żadną z powyższych liczb. Jest nim powiązanie stawek z przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej za pomocą mnożników.
W dotychczasowym modelu kwoty zapisywano sztywno, więc traciły na wartości z każdym rokiem inflacji, aż do kolejnej nowelizacji, która przychodziła zwykle za późno. Mechanizm mnożnikowy oznacza, że stawki będą przesuwać się razem z rynkiem automatycznie. To zmiana, która w perspektywie kilku lat może okazać się ważniejsza niż sama jednorazowa podwyżka.
Skąd potrzeba
Skalę problemu widać w danych o zatrudnieniu. ZUS zatrudnia na umowach o pracę 649 lekarzy, co odpowiada 496 etatom, w tym 441 lekarzy orzeczników na 310 etatach. Do tego dochodzi 25 orzeczników, 16 fizjoterapeutów i 39 pielęgniarek współpracujących na umowach cywilnoprawnych.
Zestawienie liczby osób z liczbą etatów jest tu samo w sobie informacją. Znacząca część kadry orzeczniczej pracuje w niepełnym wymiarze, zwykle łącząc pracę dla ZUS z inną praktyką. Zakład konkuruje o tych ludzi z całym rynkiem ochrony zdrowia, a przez lata robił to stawkami, które tej konkurencji nie wytrzymywały.
Nie tylko pieniądze
Reforma orzecznictwa, opisywana też przez Rzeczpospolitą, obejmuje również poszerzenie kręgu osób uprawnionych do orzekania. Nowelizacja z grudnia ubiegłego roku pozwala pielęgniarkom i fizjoterapeutom wykonywać część czynności orzeczniczych zastrzeżonych wcześniej dla lekarzy.
Zmieniły się także wymagania wobec samych lekarzy: orzekać mogą teraz również lekarze w trakcie specjalizacji oraz ci z co najmniej pięcioletnim doświadczeniem zawodowym. Kadra medyczna może przy tym wybrać między umową o pracę a umową cywilnoprawną.
Czy to wystarczy
To jest właściwe pytanie i odpowiedź na nie poznamy dopiero za kilkanaście miesięcy. Dwadzieścia tysięcy brutto na szczycie widełek to stawka, która robi wrażenie w zestawieniu z dotychczasowymi warunkami w ZUS, ale nie jest kwotą nieosiągalną w sektorze prywatnym dla doświadczonego specjalisty.
Wskaźnikiem, na który warto patrzeć, nie będzie więc sama tabela wynagrodzeń, tylko stosunek liczby zatrudnionych lekarzy do liczby etatów i czas oczekiwania na orzeczenie. Jeśli za rok jedno i drugie się poprawi, reforma zadziałała. Jeśli nie, okaże się, że problem nie był wyłącznie płacowy.



