Napięcie wokół Iranu znów uderzyło w rynki finansowe. Jak podaje Bankier.pl, groźba zablokowania jednego z najważniejszych szlaków morskich świata wywołała spadki na giełdach i utrzymała wysokie ceny ropy.
Groźba wobec Bab el-Mandeb
W odpowiedzi na eskalację Iran miał wezwać sprzymierzonych z nim jemeńskich rebeliantów Huti, by zablokowali cieśninę Bab el-Mandeb. To wąskie przejście stanowi wrota do Morza Czerwonego i jest jednym z kluczowych punktów światowego handlu morskiego.
Zamknięcie takiego szlaku miałoby poważne konsekwencje. Statki musiałyby nadrabiać drogę, opływając Afrykę, co wydłużyłoby czas transportu i podniosło jego koszty. Sama zapowiedź takiego scenariusza wystarczyła, by inwestorzy zaczęli redukować ryzyko.
Spadki na Wall Street
Reakcja giełd była wyraźna. Jak podaje Bankier.pl, indeks Nasdaq Composite spadł o 1,47 procent, do poziomu 25 881,95 punktu. Niżej znalazły się także szersze indeksy.
Indeks S&P 500 stracił 0,51 procent i zakończył na 7 533,86 punktu, a Dow Jones spadł o 0,20 procent. Skala przeceny pokazuje, że rynek poważnie potraktował groźbę zakłócenia dostaw, nawet jeśli do faktycznej blokady jeszcze nie doszło.
Ropa pozostaje droga
Napięcia na Bliskim Wschodzie od tygodni podbijają ceny surowców. Ropa naftowa stabilizowała się w okolicach 85 dolarów za baryłkę.
Jak zaznacza Bankier.pl, to poziom o niemal 20 procent wyższy niż dwa tygodnie wcześniej. Utrzymująca się wysoka cena ropy odzwierciedla obawy o bezpieczeństwo dostaw z tego regionu i możliwe dalsze zaostrzenie sytuacji.
Co dalej
Groźba blokady może być zarówno realnym planem, jak i narzędziem nacisku w trwającym konflikcie. Niezależnie od intencji Teheranu, rynki już wyceniają podwyższone ryzyko, co widać zarówno w notowaniach akcji, jak i w cenach surowców.
Dla światowej gospodarki najważniejsze jest to, czy szlaki morskie w regionie pozostaną drożne. Każdy sygnał, że kluczowe cieśniny mogą zostać zamknięte, będzie się przekładał na nerwowość inwestorów i wahania cen paliw.



