Widok włoskiej babci wyrabiającej makaron stał się magnesem na turystów. Jak opisuje Rzeczpospolita, włoskie restauracje coraz częściej wystawiają w oknach kobiety ręcznie robiące makaron, by zwabić gości.
Na czym polega zjawisko
Pomysł jest prosty i teatralny zarazem. W witrynie lub oknie restauracji staje kobieta, niekoniecznie starsza, i na oczach przechodniów wyrabia świeży makaron oraz inne tradycyjne wyroby. Ma to przywoływać obraz domowej, rodzinnej kuchni prowadzonej przez „nonnę”, bo tak po włosku mówi się na babcię.
Scena działa jak żywa reklama. Turysta przystaje, patrzy, robi zdjęcie i częściej decyduje się wejść do środka. Restauracja sprzedaje więc nie tylko posiłek, ale i wrażenie, że trafiło się w miejsce prawdziwe, z tradycją.
Dlaczego to działa
Siłą tego zabiegu jest tęsknota za autentycznością. Jak wskazuje Rzeczpospolita, goście wierzą, że obecność babci gwarantuje jakość i to, że jedzenie jest przygotowane po domowemu. Figura nonny gra rolę symbolu, który uspokaja: tu je się tak, jak kiedyś, z sercem i według przekazywanych z pokolenia na pokolenie zasad.
W czasach, gdy turyści boją się trafić na miejsce „na pokaz”, obraz babci przy stolnicy działa jak obietnica prawdziwej kuchni. To marketing oparty na emocjach i nostalgii.
Głosy krytyki
Nie wszyscy patrzą na to z zachwytem. Jak podaje Rzeczpospolita, sami Włosi porównują to zjawisko do teatru, a nawet do zoo, w którym babcia staje się atrakcją do oglądania.
Krytycy zwracają też uwagę na treść tego przekazu. Widok świeżego, miękkiego makaronu utrwala przekonanie, że jest on lepszy od suszonego, tymczasem tradycyjna kuchnia rzymska często opiera się właśnie na makaronie twardym. Pojawia się także zarzut, że zjawisko powiela stereotypy dotyczące roli kobiet.
Szerszy kontekst
Trend nie jest zupełnie nowy. Zjawisko trwa od około dekady i wiąże się z gentryfikacją historycznych centrów włoskich miast, które coraz mocniej żyją z turystyki.
Babcia w oknie to więc coś więcej niż kulinarny obrazek. To przykład tego, jak sprzedaje się dziś „autentyczność”, i pytanie o granicę między pielęgnowaniem tradycji a robieniem z niej widowiska dla przyjezdnych. Na razie turystów to przyciąga, a o to restauratorom właśnie chodzi.



