Praca zdalna miała oznaczać pracę z domu. Coraz częściej oznacza jednak pracę z plaży, i to bez wiedzy przełożonego. To zjawisko ma już swoją nazwę i rosnące grono zwolenników, ale warto poznać także jego drugą stronę.

Na czym to polega

Jak opisuje Rzeczpospolita, „ciche wakacje" to praca zdalna wykonywana z kurortu czy innego wakacyjnego miejsca, o której pracownik nie informuje pracodawcy. Formalnie jest w pracy, faktycznie łączy ją z urlopowym otoczeniem.

Zjawisko dotyczy przede wszystkim osób pracujących zdalnie lub hybrydowo i, jak wskazuje materiał, zyskuje na popularności zwłaszcza wśród młodszych pracowników, bardziej elastycznie podchodzących do granicy między pracą a życiem prywatnym.

Dlaczego ludzie to robią

Motywacje są dość zrozumiałe. Pierwsza to oszczędzanie dni wolnych. Skoro pracę da się wykonać z laptopa, część osób woli popracować z ładnego miejsca, a przysługujący urlop zachować na później.

Druga wiąże się z wizerunkiem. Materiał zwraca uwagę, że pracownicy obawiają się, iż przyznanie się do pracy z kurortu mogłoby sprawić, że zostaną odebrani jako mniej zaangażowani. Milczenie staje się więc sposobem na uniknięcie takiego wrażenia.

Druga strona medalu

To jednak nie są prawdziwe wakacje, tylko praca w atrakcyjniejszej scenerii, i tu zaczynają się problemy. Trzeba odbierać maile i być dostępnym, zamiast odpoczywać. Paradoksalnie piękne otoczenie potrafi rozpraszać, a nie pomagać w skupieniu.

Poważniejsze są kwestie formalne. Praca z zagranicy potrafi komplikować sprawy z prawa pracy, podatków i ubezpieczeń, bo wchodzą w grę przepisy innego kraju. Do tego dochodzi bezpieczeństwo danych: łączenie się z firmowymi systemami przez hotelowe czy publiczne wi-fi bywa ryzykowne, szczególnie w branżach wrażliwych.

Co z tym zrobić

Wniosek nie jest taki, że praca z ładnego miejsca to coś złego. Problemem jest ukrywanie tego przed pracodawcą, bo to właśnie brak uzgodnienia rodzi ryzyko, także dla samego pracownika, jeśli sprawa wyjdzie na jaw.

Rozsądniejszą drogą wydaje się otwarta rozmowa i jasne zasady. Coraz więcej firm testuje modele pracy „skądkolwiek", pozwalając pracować z innego miejsca przez określony czas w roku, ale z góry ustalając reguły. „Ciche wakacje" są w gruncie rzeczy sygnałem szerszej zmiany: pracownicy chcą większej elastyczności, a pracodawcy stają przed wyborem, czy ją uregulować, czy udawać, że problemu nie ma.