W onkologii czas nie jest metaforą, lecz realnym czynnikiem rokowania. Dlatego finansowe kłopoty NFZ, które przekładają się na kolejki i wstrzymane terapie, są problemem znacznie poważniejszym niż sama arytmetyka budżetu.
Skala problemu
Jak podaje Rzeczpospolita, Narodowy Fundusz Zdrowia mierzy się z poważnym niedoborem środków. Eksperci szacują tegoroczną lukę na kilkanaście miliardów złotych, a prognozy w dłuższym horyzoncie mówią nawet o 171 miliardach złotych do 2040 roku.
To nie jest abstrakcyjna liczba. Brak pieniędzy w systemie przekłada się bezpośrednio na dostępność badań i leczenia, a najdotkliwiej odczuwają to pacjenci onkologiczni.
Kolejki, które kosztują zdrowie
Najbardziej wymowne są dane o czasie oczekiwania na diagnostykę. Na kolonoskopię czeka się dziś średnio 263 dni. Czas oczekiwania na tomografię komputerową wydłużył się do 67 dni, a na rezonans magnetyczny do 114 dni.
Za tymi liczbami stoją ludzie. Jak wynika z materiału, jedna trzecia badanych pacjentów czekała na diagnozę ponad trzy miesiące, a niemal jedna piąta ponad pół roku. W chorobie nowotworowej takie opóźnienia mogą realnie wpływać na rokowanie.
Wstrzymane terapie
Kryzys dotyczy nie tylko diagnostyki, ale i leczenia. Szpital kliniczny w Łodzi wstrzymał zapisy nowych pacjentów do programów lekowych w onkologii, bo nie był w stanie sfinansować dodatkowych świadczeń.
Skutki bywają dramatyczne. Materiał opisuje przypadek pacjentki z rakiem piersi, której rozpoczęcie leczenia mogło się przesunąć aż do pierwszego kwartału 2027 roku. Pojawiają się też sygnały, że szpitale w różnych miejscach kraju odsyłają pacjentów onkologicznych.
Głosy alarmu
Środowisko medyczne mówi otwarcie o zagrożeniu. Joanna Frątczak-Kazana z Onkofundacji Alivia wskazuje, że kolejki do diagnostyki to dziś główne źródło lęku pacjentów. Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej i onkolog, ostrzega, że szpitale przesuwają przyjęcia pacjentów na kolejny rok.
O skali problemu w innej dziedzinie mówi Łukasz Rokicki z Fundacji Carita, według którego w hematologii czas oczekiwania na pilną wizytę sięga półtora do dwóch lat. To pokazuje, że problem nie ogranicza się do jednej specjalności.
Co z tego wynika
Obraz, jaki wyłania się z tych danych, jest poważny, ale wymaga też uczciwej ostrożności. To sygnały i szacunki ekspertów oraz organizacji pacjenckich, a nie pełny bilans systemu. Nie zmienia to jednak wymowy konkretnych faktów: wydłużonych kolejek i wstrzymanych zapisów do programów lekowych.
Dla chorego najważniejsze jest to, że w onkologii opóźnienie nie jest neutralne. Dlatego apele środowiska medycznego trzeba traktować poważnie, niezależnie od tego, jak ostatecznie zostanie rozwiązany finansowy problem NFZ. Stawką nie są tu tabelki, lecz szanse konkretnych pacjentów na wczesne wykrycie i skuteczne leczenie.



